czwartek, 1 grudnia 2016

Prolog

Moja Historia



- Nie! Zostawcie mnie! - wyłam niczym wilkołak do księżyca. Szarpałam się ile sił, nie zważałam na zwiększający się ból ramion, na których swoje olbrzymie łapska zaciskało dwóch rosłych mężczyzn. Z moich oczu lały się potoki łez znaczące moje policzki. Mimo skrępowanych rąk próbowałam walczyć, szamotać się, krzyczeć ile sił w płucach. Moje gardło było mocno zdarte i każdy krzyk wydobywający się z niego sprawiały mi okropny ból. Mogła bym go porównać do kaleczenia go tępym szkłem, bardzo powolnym i bolesnym przeciąganiem ostrza po skórze aż do krwi, mięśni i kości.
 Dwaj olbrzymi z trudnym  prowadzili mnie obskurnym szpitalnym korytarzem. Wiało w nim pustką i ogromną samotnością, a atmosfera przesiąknięta była smutkiem i szaleństwem. Ściany były w kolorze zgniłej-zieleni gdzie nie gdzie farba już dawno odpadła lub została zerwana, a raczej zdrapana przez pacjentów. Podłużne lampy wiszące pod sufitem migały złowrogo. Wytarte płytki pod moimi stopami były brudne, zaniedbane i również na nich widać było ślady paznokci.
 Kaftan bezpieczeństwa, w który byłam ubrana zdążył zmęczyć mnie tak bardzo, że już prawie przestałam walczyć. Jednak i moje nogi już zaczęły powoli tracić siłę. Opadłam bez życia, gdybym nie była trzymana upadła bym na ohydną podłogę. Zamknęłam oczy, miałam lekko rozchylone wargi, jasne falowane włosy miałam splątane i opadały na moją twarz przyklejając się do spoconej skóry na czole. Czułam się taka bezbronna i słaba-mogłam się porównać do niemowlaka, który tylko leży i obserwuje bez możliwości jakiegokolwiek ruchu.
 Moje myśli poszybowały daleko, daleko do pewniej magicznej, tajemniczej krainy, do której zamierzałam jak najszybciej powrócić. Zostawiłam tam wszystkich moich przyjaciół, dobre wspomnienia i co najważniejsze serce.
 To niezwykle jak bardzo można się do kogoś przywiązać, mimo że ludzie do okola wmawiają ci, że to wszystko to tylko twoja chora wyobraźnia. Rozdwojenie jaźni. Jednak ja wiedziałam, że to nie są zadne urojenia chorego umysłu lecz prawdziwe, autentyczne wydarzenia, które zmieniły moje życie. Nie mogłam się poddać tych słowom, musiałam walczyć i wrócić do mojej krainy czarów. Tam było moje życie, nie tu...-nie w świecie pozbawionym jakichkolwiek norm społecznych, nie chciałam być w miejscu gdzie wszystko było tak przesiąknięte nienawiścią. Musiałam się jednak sama przed sobą przyznać, iz głównym powodem dla którego chciałam uciec z mojego ludzkiego świata był on...
 Usłyszałam trzask klucza w zamku, który z dziwacznym klekotem otworzył się odblokowując drzwi do izolatki. Tylko te jedne, jedyne drzwi otwierały się w tak charakterystyczny sposób. Pracownicy szpitala wciągnęli mnie do środka i bez ceremonialnie położyli na twarde łóżko, do którego po sekundzie zaczęli mocować moje nogi i dłonie skórzanymi pasami. Automatycznie zaczęłam się szarpać, nie byli delikatni. Czułam jak pasy wbijają mi sie w skórę. Nie byłam jednak w stanie krzyczeć jedynie co mi zostało to wydawanie z siebie jęków bólu. Nawet już nie płakałam, to nie miało żadnego sensu, a po za tym nie działało to na nich.
- Nie szamocz się i nie utrudniaj. - mruczał jeden przez długiego. Oczywiście, że nie miałam w planach tak po prostu się poddać. Zdarzyłam nauczyć się w magicznym świecie, ze nie wolno się poddawać pomimo przeciwności jakie los stawia przed nami.
- Gotowe. - odezwał się po dłuższej chwili jeden z nich. Nie patrzyłam w ich stronę. Zacisnęłam powieki.
Jestem Alicja Kingsleigh i opowiem wam moją historię!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz